• Mit "100 tysiecy", część II, baner

Mit „100 tysięcy…” (II)

W dwa lata po nieudanej próbie wypracowania kompromisu pomiędzy organizacjami kresowymi w sprawie liczby Polaków zamordowanych na Wołyniu i na „Kresach”, do której doszło podczas pamiętnego spotkania we Wrocławiu w maju 1995 r., tamtejsze środowisko skupione wokół Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (dalej: Stowarzyszenie UOZUN) zdecydowało się wreszcie przedstawić własną ocenę strat polskich. Tym razem, w miejsce oświadczenia, zawierającego ogólnikowe sformułowania o kilkuset tysiącach zamordowanych, pod którym zarówno Andrzej Żupański, przewodniczący środowiska żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Armii Krajowej, jak i jego koledzy ze Światowego Związku Żołnierzy AK odmówili złożenia podpisu, przesłano do Warszawy dwa obszerne dokumenty.

Pierwszy – zwany „Informacją”, opracowany przez zespół Stowarzyszenia UOZUN na podstawie danych zawartych w czasopiśmie „Na Rubieży” [organ prasowy Stowarzyszenia] i podpisany przez jego przewodniczącego Szczepana Siekierkę, podawał łączną liczbę zamordowanych Polaków na całych „Kresach” na 208 700 osób. Z tego Wołyń – 68 700, Małopolska Wschodnia – 127 000 (woj. tarnopolskie – 43 990, lwowskie – 33 048, stanisławowskie – 21 630) oraz teren Polski w jej obecnych granicach (woj. lubelskie, rzeszowskie i krakowskie) – 13 300 osób.

Według drugiego dokumentu – zatytułowanego „Studium”, autorstwa dr. Aleksandra Kormana z Wrocławia, na tym samym terenie i w tym samym czasie zamordowanych zostało łącznie – 183 700 osób. Różnica tkwiła, zdaniem Kormana, w mniejszej liczbie ofiar w Małopolsce Wschodnie, czyli w Galicji (100 tys.).

20 tys. czy 127 tys. zamordowanych w Galicji?

Andrzej Żupański w swojej książce nie publikuje tych dokumentów. Omawia je tylko ogólnie, opatrując następującym komentarzem:

W «Informacji» nie ma zestawienia dla całości ani strat udowodnionych relacjami, ani strat szacunkowych. Autorzy nie podali stosunku między liczbą ofiar udokumentowaną, a wyznaczoną szacunkowo. […] Również analiza danych w «Studium» dla poszczególnych powiatów budzi wątpliwości. Na przykład dla powiatu Kamionka Strumiłowa suma wymienionych strat wynosi 550 osób, co jednak nie przeszkadza autorowi w zestawieniu strat wszystkich powiatów województwa lwowskiego dla powiatu Kamionka Strumiłowa wpisać cyfrę 3500.

Nie wiadomo na jakiej podstawie i dlaczego, dr Korman na str. 4 pisze: «Ogólna liczba strat osobowych kresowej i bieszczadzkiej ludności […] szacowana na 500 tys. osób wydaje się być zbliżona do rzeczywistości».

Na koniec, nie kryjąc rozczarowania, Żupański napisze:

Dla naszego Zarządu takie stwierdzenia są zupełnie pozbawione podstaw i wyrządzają wielką szkodę naszej sprawie. Ciężko będzie kolegom z Wrocławia obronić swoje dwustutysięczne szacunki, zaś twierdzenie o stratach półmilionowych stawia pod znakiem zapytania wartość naszej pracy dokumentacyjnej.

Co miał na myśli Żupański, poddając w wątpliwość szacunki polskich strat podane przez Stowarzyszenie i dr. Kormana, w szczególności te, mówiące o 127 tys. zamordowanych w samej Galicji? Otóż znał on już wtedy treść tajnej notatki zastępcy dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (dalej: GKBZpNP) dr. Stanisława Kaniewskiego, zawierającej ocenę strat ludności polskiej na „Kresach”. Notatka była przeznaczona wprawdzie dla Ministra Sprawiedliwości, ale sporządzono ją na wniosek senator Marii Berny z Socjaldemokracji Polskiej (SdRP).

Według ustaleń Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu liczba polskich ofiar w województwie lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim nie przekraczała 20 tys. osób!! Była zatem sześciokrotnie mniejsza od szacunków Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów (127 tys.) i pięciokrotnie niższa od „Studium” dr. Kormana (100 tys.).

Notatka dr. Kaniewskiego uwiarygodniała przy tej okazji dane dotyczące strat polskich w woj. tarnopolskim przedstawione przez Ryszarda Kotarbę. Teraz liczba 1500 – 8000 zamordowanych – według danych Okręgowej Komisji BZpNP w Krakowie, wzrosła do 43 990 osób – według Stowarzyszenie UOZUN.

W kilka lat później informację o łącznych stratach rzędu 20-25 tys. w województwie lwowskim, stanisławowskim i tarnopolskim powtórzy w wynikach swoich badań prof. Grzegorz Hryciuk, historyk z Uniwersytetu Wrocławskiego zaproszony przez Andrzeja Żupańskiego do udziału w seminarium „Polska-Ukraina: trudne pytania”. Wreszcie liczba 20-25 tys. zostanie uznana przez polskich historyków biorących udział w tym seminarium za najbliższą prawdy i zapisana w polsko-ukraińskim protokole końcowych „uzgodnień i rozbieżności”, jako oficjalne stanowisko strony polskiej.

200 tys. czy 500 tys. zamordowanych na „Kresach”?

W kwietniu 1997 r., a więc kilka miesięcy po opracowaniu „Informacji”, Stowarzyszenie UOZUN wyśle do Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego pismo (L.dz. 14/97), w którym dane o 200 tys. Polakach zamordowanych w Galicji i na Wołyniu zwiększy do 500 tys. W ten oto sposób liczba osób, które poniosły śmierć z rąk Ukraińców, zrówna się z liczbą Polaków zamordowanych przez niemieckich i sowieckich okupantów w czasie II wojny światowej razem wziętych.

Powściągliwy jak zawsze w wyrażaniu opinii Andrzej Żupański określi to, jako przejaw „przesadnego oceniania strat polskich”, choć równie uprawnione byłoby określenie w rodzaju – „manipulacja”, „gra trupami”, „kłamstwo wołyńskie”.

Czas i powód powstania tego pisma nie był przypadkowy i miał kilka wątków. Jednym z nich była zapowiedź wyprawy prezydenta Polski do Kijowa, w celu podpisania z prezydentem Ukrainy wspólnego „Oświadczenia o porozumieniu i pojednaniu obu narodów”, do czego, jak wiadomo, doszło 21 maja 1997 r.

Środowiska kresowe skupione wokół Stowarzyszenia UOZUN nie kryły niechęci dla wszelkich idei polsko-ukraińskiego pojednania. Dlatego też najpierw próbowano odwieść prezydenta od tego pomysłu, który uznano za zniewagę pamięci Polaków pomordowanych na Kresach, a kiedy nadzieje te okazały się płonne, postanowiono przynajmniej przypomnieć mu o ogromie cierpień narodu polskiego, niewspółmiernych, w ich ocenie, z cierpieniami narodu ukraińskiego.

Po pewnym czasie Stowarzyszenie UOZUN powróci ponownie do 200 tysięcy zamordowanych. I tym razem nie poda powodu dokonania tak znaczącej korekty liczby ofiar. W 2015 r. dane zgromadzone przez Stowarzyszenie zostaną opublikowane przez dr Lucynę Kulińską i prof. Czesława Partacza w książce Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach 1939-1945, wydanej nakładem Bellony (2015). W ten sposób nadano im rangę wyników badań naukowych.

Przemysław Serednicki: Ilu Polaków mogło stracić życie z rąk ukraińskich nacjonalistów?

Lucyna Kulińska: Po kilkudziesięciu latach trudno ustalić pewną liczbę zabitych i zmarłych na skutek zbrodniczych działań ukraińskiego nacjonalizmu, tym bardziej, że gruntownych badań nie przeprowadziły żadne państwowe uczelnie, ani instytucje. Starali się wypełnić tę lukę wypełnić sami kresowiacy, ale ich ciężką pracę długo ignorowano lub co gorsza dyskredytowano. Według moich ustaleń polskich ofiar OUN-UPA, policji ukraińskiej, formacji ukraińskich na żołdzie niemieckim (np. SS Galizien, czy Nachtigall) i miejscowej ludności, było około 200 tysięcy. [„Prawda przegrywa z polityką”, Wirtualna Polonia, 10.07.2013].

„Ukraiński wianuszek” dr. Kormana

Wzięte z sufitu wrocławskich, poniemieckich kamienic i powtarzane do dziś dane o 200 i 500 tys. Polaków zamordowanych przez Ukraińców, to nie jedyny przykład manipulacji Stowarzyszenia UOZUN. Nie mniej głośna i szkodząca wiarygodności środowisk kresowych była historia „fałszywki” fotografii przedstawiającej dzieci omotane drutem kolczastym i powieszone na drzewie. Zbrodni tej miała jakoby dokonać UPA jesienią 1943 r.

To prawdopodobnie jedno z największych fałszerstw w historii nie tylko polskiej fotografii. Wstrząsające, wręcz drastyczne w swej wymowie zdjęcie zamordowanych dzieci, wielokroć powielane w książkach, w setkach artykułów prasowych, przez portale internetowe, pokazywane w Telewizji i na objazdowych wystawach, stało się, jak napisał portal „Polska Niepodległa” – „Ikoną męczeństwa Polaków na Wołyniu”. Naturalną konsekwencją była inicjatywa środowisk kresowych wzniesienia w centrum Warszawy, na Placu Grzybowskim, 300 metrów od Pałacu Kultury i Nauki, monumentalnego pomnika „ukraińskiego ludobójstwa”, dla którego inspiracją i pierwowzorem było wspomniane zdjęcie.

Po raz pierwszy zdjęcie to zamieszczono w 1993 r. w czasopiśmie „Na Rubieży” (nr 3), organie prasowym Stowarzyszenie UOZUN. Podpis pod zdjęciem brzmiał: „Dzieci polskie zamęczone i pomordowane przez oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii w okolicy wsi Kozowa, w woj. tarnopolskim, jesienią 1943 roku (ze zbiorów dr. Stanisława Krzaklewskiego)”. W 1995 r. zdjęcie opublikował w swojej książce historyk AK Okręgu Lwowskiego Jerzy Węgierski, tym razem przypisując dokonanie tego okrutnego mordu Ukraińcom z SS „Galizien”.

Największą rolę w upowszechnieniu „fałszywki” odegrał niewątpliwie dr Aleksander Korman z Wrocławia. Umieścił ją m.in. na okładce swojej książki Ludobójstwo UPA na ludności polskiej – dokumentacja fotograficzna (2003), w wielu artykułach, upowszechnił w prasie i TV. Opracował też misterną historię fotografii: według Kormana wykonał ją nieznany z nazwiska mieszkaniec Kozowej, przez ocalałych z rzezi Polaków dostarczona do placówki AK na przedmieściach Lwowa (Korman podaje nawet je dane: 14 Pułk AK), skąd za pośrednictwem i z poświęceniem kilku kolejnych, wymienionych z nazwiska osób, trafiła po latach do jego zbiorów.

„Droga do samostijnej Ukrainy”

Oprócz historii dr Korman dorobił zdjęciu odpowiednią ideologię. W książce Stosunek UPA do Polaków na ziemiach południowo-wschodnich II RP pisze tak:

Fotografia przedstawia widocznych z jednej strony czworo polskich dzieci przytwierdzonych do drzewa tworząc – jak wówczas mówiono – «wianuszek». Drzewo to było jednym z wielu na polnej alei starych drzew wiodących do folwarku. Przy każdym drzewie, oprawcy tworzyli podobne «wianuszki» z polskich dzieci, a na transparencie zawieszonym nad drogą miał widnieć napis: «Droga do samostijnej Ukrainy»

Prezentowana na fotografii zbrodnia dzieciobójstwa, była najprawdopodobniej rezultatem «uroczystego» przyjmowania rekruta do UPA, polegającego na tym, że każdy z nich dokonywał zabójstwa jednego dziecka – Lacha w dowód, że zasługuje na miano «wojaka» i złożenie przysięgi UPA na rewolwer lub pistolet. Była to swoista upowska zbrodnicza solidarność.

Z kolei w książce Ludobójstwo UPA…, opatrzył zdjęcie następującym komentarzem:

Żołnierze UPA w 1943 i 1944 roku poczynili wiele takich wianuszków z dzieci, przybijając je do drzewa w alei, którą nazwali «drogą do samostijnej Ukrainy».

Fałszerstwo wyszło na jaw w 2007 r. przy okazji prezentacji gotowej już makiety pomnika ofiar ludobójstwa OUN-UPA, według projektu jednego z najwybitniejszych polskich artystów – rzeźbiarzy Mariana Koniecznego, autora słynnej warszawskiej „Nike”. Monumentalny pomnik miał mieć postać drzewa z konarami w kształcie skrzydeł. W pień obwiązany kolczastym drutem „wrastały” ciała dzieci. Projekt spotkał się z krytyką z uwagi na drastyczną wymowę, ale przy okazji wyszło na jaw fałszerstwo zdjęcia.

Dariusz Stola i Ada Rutkowska w dodatku do „Rzeczypospolitej” – „Plus i Minus” z 19 maja 2007 r. ujawnili, że zdjęcie przedstawia w rzeczywistości czworo cygańskich dzieci, zamordowanych 20 lat wcześniej, w nocy z 11/12 grudnia 1923 r. koło wsi Antoniówka w powiecie radomskim, wówczas na Kielecczyźnie, przez obłąkaną wskutek panującego wtedy głodu i mrozów, matkę Mariannę Dolińską. Zdjęcie było opublikowane zarówno przed wojną w „Roczniku Psychiatrycznym”, jak i po wojnie w Podręczniku medycyny sądowej dla studentów i lekarzy (1948) autorstwa prof. Wiktora Grzywo-Dąbrowskiego, kierownika Zakładu Medycyny Sądowej Uniwersytetu Warszawskiego. Tego samego, który w marcu 1947 r. na polecenie ministra Obrony Narodowej przeprowadził sekcję zwłok gen. Karola Świerczewskiego. Piszę o nim szerzej w mojej książce Akcja „Wisła” 1947. W czasie wojny opublikowała zdjęcie na pierwszej stronie gadzinówka „Nowy Kurier Warszawski”, opatrując je nadtytułem Tak walczą bolszewicy.

Dziennikarskie śledztwo ujawniło jeszcze jedno. W celu uwiarygodnienia „autentyczności” fotografii i podkreślenia wymowy „okrucieństwa” popełnionej przez Ukraińców zbrodni, na zdjęciach publikowanych przez Stowarzyszenie UOZUN i dr. Kormana – dorobiono drut kolczasty, którym przywiązano do drzewa powieszone dzieci. Na żadnej z oryginalnych fotografii – wykonanych w 1923 r. w trzech różnych ujęciach przez technika policyjnego – drutu nie ma.

„Kłamstwo wołyńskie” kontra Akcja „Wisła”

Pisząc w swoich wspomnieniach o „przesadnym ocenianiu strat polskich” przez ośrodek wrocławski, Andrzej Żupański nie wiedział prawdopodobnie wówczas jeszcze, że upublicznienie i nagłośnienie wiosną 1997 r. informacji o 500 tys. ofiar ukraińskiego ludobójstwa nie było dziełem przypadku. Poza zapowiedzią podpisania polsko-ukraińskiego oświadczenia o “porozumieniu i pojednaniu” podczas wizyty prezydenta Polski w Kijowie, miało ono ścisły związek z podjętą w tym samym czasie przez Stowarzyszenie UOZUN kampanią mającą na celu niedopuszczenie do przyjęcia przez polski Sejm uchwały potępiającej Akcję „Wisła” w 50. rocznicę jej przeprowadzenia oraz zablokowania budowy pomnika poświęconego Ukraińcom więzionym i zamordowanym w polskim komunistycznym obozie koncentracyjnym w Jaworznie (1947-1949).

„Mijają 54 lata od czasu, kiedy z rodzicami uciekłam spod noża nacjonalistów ukraińskich. Dosłownie”. […]

Tak senator Maria Berny rozpoczyna swoje oświadczenie odczytane 17 kwietnia 1997 r. podczas 97 posiedzenia Senatu RP III kadencji. I choć senator Berny prawda miesza się z fikcją – bo, jak wynika z jej nieco później spisanych wspomnień, Ukrainiec nie tylko nie chciał jej zakłóć nożem, co wręcz za cenę używanego kilimu przeszmuglował ją z Wołynia do Generalnego Gubernatorstwa drabiniastym wozem ukrytą w sianie przed niemieckim patrolem strzegącym granicznego mostu na rzece Bug w Uściługu – to dalej w jej czytaniu było już tylko mocniej: o siekierach, obrzynach, kłonicach, „o zażywaniu rokoszy mordowania”, „o dyszących żądzą mordu hordach”. Tekst oświadczenia senator Berny wręczyła marszałkom Senatu i Sejmu, prezydentowi RP, upowszechniła w mediach, opublikowała we wspomnieniach.

Maria Berny urodziła się we wsi Trościanka w powiecie łuckim na Wołyniu. W latach 1993-1997 i 2001-2005 była senatorem wybranym z woj. wrocławskiego. Cały czas wierna Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), później w SdRP i SLD. Pewnego dnia – jak pisze w swoich wspomnieniach – znajduje w swojej senatorskiej skrytce na pocztę projekt uchwały Sejmu potępiającej Akcję „Wisła”. Według niej pod projektem widniały podpisy Jacka Kuronia, posłów z Unii Wolności, ludzi ze świata kultury.

W rzeczywistości chodziło o „Apel intelektualistów polskich”, skierowany do marszałka Sejmu RP w marcu 1997 r. w przededniu 50. rocznicy Akcji „Wisła” w sprawie podjęcia uchwały potępiającej deportację Ukraińców w 1947 r., na wzór uchwały Senatu, przyjętej 3 sierpnia 1990 r. Apel podpisało 191 osób, m.in.: Leszek Balcerowicz, Władysław Bartoszewski, Bogdan Borusewicz, Andrzej Friszke, Bronisław Geremek, Jerzy Giedroyc, Jarosław Gowin, Adam Hanuszkiewicz, Gustaw Holoubek, Jacek Kuroń, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Czesław Miłosz, Andrzej Wajda, a nawet Kornel Morawiecki, ojciec obecnego premiera.

Marszałkiem Sejmu był wtedy Józef Zych z PSL – relacjonuje Maria Berny. Poszłam do niego z tym projektem, starałam się wyjaśnić, że Akcji „Wisła” nie można rozpatrywać w całkowitym oderwaniu od mordów wołyńskich. Pełna emocji powiedziałam, że jeśli wprowadzi tę uchwałę do porządku dziennego to ja, nie zważając na regulamin Sejmu, na Straż Marszałkowską, a nawet zasady dobrego wychowania, wedrę się na trybunę sejmową i zrobię skandal równy postępkowi Rejtana i nie dopuszczę do podjęcia takiej uchwały.

Jest marzec 1997 r. Zbliża się nieuchronnie koniec III kadencji Senatu. Maria Berny już wie, że notowania poskomunistycznej SdRP spadają, a wraz z nimi maleją jej szanse na zdobycie niezbędnej liczby głosów w następnych wyborach. Szuka więc nowych sojuszników. W takich okolicznościach 30 marca 1997 r. trafia do siedziby Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu. Bierze udział w poufnej naradzie, podczas której, zapada decyzja o podjęciu wspólnych działań, mających na celu nie dopuszczenie do przyjęcia przez Sejm uchwały potępiającej Akcję „Wisła”, o co apelują intelektualiści polscy, oraz budowy pomnika upamiętniającego Ukraińców więzionych w Jaworznie. Ale tak naprawdę, nie chodziło tylko o pomnik. Dokładnie w tym samym czasie pod głosowanie Sejmu i Senatu miał wejść projekt nowelizacji ustawy o kombatantach i osobach represjonowanych. Jedna z propozycji zmian mogła doprowadzić do przyznania uprawnień również Ukraińcom – ofiarom Akcji „Wisła”, byłym więźniom Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie (1947-1949).

Odcięłam się zdecydowanie – relacjonuje przebieg wspomnianej narady senator Berny – od uchwalonego przez Senat pierwszej kadencji apelu potępiającego akcję „Wisła”. Apel uchwalony na fali solidarnościowego antykomunizmu poniża godność naszego narodu. Zobowiązałam się do podjęcia wszelkich działań, by nie dopuścić do budowy pomnika w Jaworznie. Kiedy okazuje się, że to my Polacy, mamy potępić akcję „Wisła”, że to my, Polacy, mamy w Jaworznie wybudować pomnik naszym mordercom, nie mogę milczeć. Nie mogę dopuścić, by polskie dzieci wstydziły się, że ich dziadowie mordowali Ukraińców, kiedy było wręcz odwrotnie. Przybliżone dane mówią o wymordowaniu 0,5 miliona Polaków, 300 tys. Żydów i 35 tys. Ukraińców.

Cel, o którym mówi Berny, można było osiągnąć tylko w jeden sposób: Poprzez permanentne nagłaśnianie ogromu zbrodni popełnionych przez UPA i Ukraińców na Wołyniu, odwrócić uwagę opinii publicznej od polskich zbrodni popełnionych wobec Ukraińców – deportacji 150 tys. osób pod pretekstem likwidacji UPA i osadzenia części z nich w obozie koncentracyjnym. Dlatego też Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu i senator Maria Berny posłużą się liczbą 500 tys. zamordowanych, a nie tą, pięciokrotnie niższą, podaną w notatce Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Choć była ona, prawdopodobnie, najbliższa prawdy – do tego celu okazała się zupełnie nieprzydatna. Nic przeto dziwnego, że Berny nigdy jej nie upubliczni. Nawet w swoich wspomnieniach.

„To takie nędzne…”

Antyukraińska retoryka nie pomogła senator Berny. Wprawdzie projekt uchwały sejmowej w sprawie Akcji „Wisła” zdołano zablokować, jednak mandatu senatorskiego na kolejną kadencję nie zdobyła. Przez następne cztery lata będzie radną sejmiku dolnośląskiego. Do Senatu powróci w 2001 r. i to wówczas, w pamięci potomnych zapisze się jako zagorzała orędowniczka uznania męczeństwa Polaków na „Kresach” za ukraińskie ludobójstwo i poprzysięgła przeciwniczka uznania Akcji „Wisła” za zbrodnię komunistyczną. Wielokrotnie powtarzać będzie, że za Akcję „Wisła” nigdy nie przeprosi, ponieważ „była podjęta i przeprowadzona w interesie zarówno Polaków, jak i wielu Ukraińców”. Podobnie konsekwentnie odrzucała ukraińskie deklaracje przeprosin za zbrodnię wołyńską, twierdząc, że „przeprosić to można za nieporozumienie rodzinne, ale nie za historię”.

Maria Berny nie skrywała też swoich antypatii do Ukrainy i sympatii dla Rosji. Nie kryła satysfakcji z faktu przesłania w lipcu 2013 r. do marszałek Sejmu Ewy Kopacz listu podpisanego przez 148 prorosyjskich deputowanych do Rady Najwyższej Ukrainy.

Ta duża grupa reprezentantów ukraińskiego narodu nawołuje do odkrywania prawdy, do zapobieżenia fali narastającego nacjonalizmu na Ukrainie.

A w chwilę potem, w jednym z komentarzy pod wpływem obejrzanej w Telewizji relacji z kijowskiego „Majdanu” napisze w swoich wspomnieniach:

Już wtedy wydawało mi się, że bezpieczniej będzie dla Polski, jeśli władzę w Ukrainie przejmie opcja wschodnia. Z niedobitkami UPA i OUN może sobie poradzić tylko Rosja.[…] Widzę rozradowaną twarz Jerzego Buzka, jak czytając z kartki ukraińskie słowa, zagrzewa do walki zgromadzone tłumy, zapewnia o swoim i naszym poparciu. Wydaje mi się to takie nędzne!

Jednego Maria Berny nie zdołała. Zablokować budowy pomnika poświęconego Ukraińcom, Niemcom, Ślązakom i Polakom więzionym i zamordowany w polskim komunistycznym obozie koncentracyjnym w Jaworznie. Uroczyste odsłonięcie pomnika przez prezydentów Polski – Aleksandra Kwaśniewskiego i Ukrainy – Leonida Kuczmę, miało miejsce 23 maja 1998 r. Prezes Rady Ministrów prof. Jerzy Buzek w wygłoszonym wówczas przemówieniu powiedział m.in.:

Nie opodal ledwie ostygłych krematoriów Oświęcimia i Brzezinki, oprawcy uzurpujący sobie prawo do działania w imieniu państwa polskiego tworzyli nowy obóz koncentracyjny, którego ofiarami na ponad dziesięć lat stali się Polacy, Ukraińcy i Niemcy.

Pani Bohdannie Biłyj dziękuję za pomoc w poszukiwaniu materiałów wykorzystanych przy pisaniu tego tekstu.

Powrót na bloga

Jeden komentarz

  1. […] Mit „100 tysięcy…” (II) […]

Zostaw komentarz