31 grudnia 1953 r. – czyli za chwilę równo 70 lat temu, Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie uznał trzech ukraińskich duchownych – ks. Mikołaja Deńko, ks. Pawła Puszkarskiego i ks. Piotra Szewahę – winnych „SZPIEGOSTWA na rzecz WATYKANU” i skazał na kary od 10 do 12 lat więzienia m.in. za to, że

„brali udział w opracowywaniu i przekazywaniu do Watykanu oszczerczych sprawozdań o rzekomym prześladowaniu duchowieństwa greckokatolickiego w Polsce i wiernych tego obrządku przez władze Polski Ludowej […] oraz w rozdziale dolarów otrzymanych za pośrednictwem [prymasa Polski] kardynała Augusta Hlonda z Watykanu”.

Za wyrokiem tym skrywa się nie tylko dramat tych trzech zasłużonych dla ukraińskiej społeczności w Polsce duszpasterzy, okaleczonych na całe życie fizycznie i psychicznie w konsekwencji prowadzonego wiele miesięcy brutalnego śledztwa, ale też niewyjaśniona do dziś historia tajemniczego zaginięcia drogocennej mitry biskupów przemyskich, wykonanej, jak głosi legenda, z korony króla Rusi Danyła I, zwanego Halickim. Historia fascynująca i zarazem tragiczna w skutkach dla ukraińskiej spuścizny narodowej.

Danyło I Hałyćkyj

Danyło I (1201-1264) zwany Halickim (Данило Галицький) – to postać w historii Ukrainy wybitna: kniaź Wołynia i Rusi Halickiej, w latach 1253-1264 król Rusi. Koronacji Danyła dokonał wysłany z Rzymu legat papieża Innocentego IV w Drohiczynie nad Bugiem, wówczas stolicy Księstwa Halickiego. Według ukraińskiego historyka Mykoły Kotlara, autora monografii „Danyło Hałyćkyj”, miało to miejsce w październiku lub listopadzie 1253 r. Po zjednoczeniu ponownym ziem Ruskich i koronacji, król Danyło przeniósł swą stolicę do Chełma, dziś miasta powiatowego w woj. lubelskim. Tam też zmarł w 1264 r. i został pochowany w podziemiach prawosławnego katedralnego soboru.

Król Danyło Hałyćkyj

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918 i ponownie w 1944, władze odebrały sobór prawosławnym Ukraińcom i przekazały go na kościół rzymskokatolicki. Ten okres historii, w którym Drohiczyn, a potem Chełm były stolicami ruskiego (czytaj: ukraińskiego) księcia i króla, założyciela Lwowa, któremu nazwę nadał na cześć swojego syna Lwa, to temat obecnie wstydliwy, skrzętnie przemilczany i sprzeczny z obowiązującą polską narracją historyczną dopuszczalną dla tych ziem.

Tablica informacyjna na Prawosławnym Katedralnym Soborze w Chełmie, 1941 r.
Młodzież Ukraińskiego Gimnazjum w Chełmie na kopcu usypanym na cześć króla Danyła, 1941 r.

W Drohiczynie dzieciństwo spędził wybitny polski aktor Daniel Olbrychski, który w przypływie szczerości wyznał w rozmowie z autorem, że nosi imię na cześć sławnego przodka… W młodości, jeszcze jako student PWST w Warszawie, Daniel bywał częstym gościem w świetlicy Ukraińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego przy ul. Czerniakowskiej róg Chełmskiej razem z innym, nie mniej znanym później polskim aktorem, Władysławem Kowalskim, urodzonym w ukraińskiej wsi Żurawce k. Lubyczy Królewskiej, gdzie w czasie Akcji „Wisła” żołnierze polscy zakłóli jego dziadka na śmierć bagnetami.

„Mitra” z korony

Dalsze losy korony króla Danyła są jedną z najbardziej fascynujących i owianych tajemnicą historii. Według jednej wersji korona została zagrabiona przez polskiego króla Kazimierza III Wielkiego w 1340 r., kiedy ten zdobył Lwów i złupił tamtejszy książęcy skarbiec. Według innej – król Danyło miał letni zamek w Przemyślu, w którym trzymał też wspomnianą koronę. Po jego śmierci miała ona zostać oddana na przechowanie przemyskim biskupom prawosławnym, a po unii brzeskiej – greckokatolickim, gdzie przetrwała do wybuchu I wojny światowej. W czerwcu 1915 r. koronę zrabowała wycofująca się się z Przemyśla armia rosyjska.

Mitra biskupów przemyskich, stan sprzed 1914 r.

Do Polski korona wróciła w 1922 r., w ramach rewindykacji zrabowanych przez stronę rosyjską i bolszewicka dóbr kulturalnych. Starania o jej zwrot były podejmowane przez delegację ukraińską aż na forum Ligi Narodów w Genewie. Pomimo oporu władz sowieckich została ona w końcu odnaleziona w jednym z prawosławnych klasztorów pod Moskwą i przewieziona do Przemyśla. Jej stan był opłakany. Skradziono będący jej ozdobą duży diament. Z kołpaka oderwano i też skradziono złote obręcze z przymocowanymi do niej szlachetnymi kamieniami i złotym, wysadzanym małymi diamentami krzyżem.

Po odzyskaniu korony przekazano ją do restauracji jednemu z klasztornych warsztatów ojców Bazylianów w Czechosłowacji. Tam niestety, a być może był to zamierzony zabieg, zamiast wiernej rekonstrukcji, koronie nadano kształt „mitry”, czyli uroczystego nakrycia głowy, które przysługiwało wyższym dostojnikom cerkiewnym w obrządku wschodnim – biskupom, ale też tzw. „mitratom”.

Według innej wersji koronę Danyła przerobiono na mitrę już w XVIII wieku na polecenie ówczesnego przemyskiego biskupa Jurija Wynnyćkoho, o czym świadczy chociażby jej reprodukcja z portretu biskupa przemyskiego Konstantyna Czechowicza (1847-1915), namalowanego przez polskiego malarza Aleksandra Skrutka (ur. 1862).

W 1939 r., po powtórnym wkroczeniu Armii Czerwonej do Przemyśla i zajęciu jej prawobrzeżnej części, zwanej „ukraińską”, na terenie której znajdowała się siedziba greckokatolickich biskupów, nauczony złym doświadczenie swoich poprzedników ówczesny ordynariusz bp Josafat Kocyłowski, polecił ukryć mitrę w podziemiach soboru katedralnego jednemu ze swoich najbardziej zaufanych ludzi, członkowi kapituły przemyskiej, ks. Mikołajowi Deńko.

Z relacji ks. Deńki, którą spisałem pod koniec lat 80., wiadomo, że oprócz bezcennej mitry biskupów przemyskich w podziemiach ukraińskiej katedry ukrył on również wiele innych cennych przedmiotów kultu sakralnego wykonanych ze złota i szlachetnych kamieni o ogromnej wartości historycznej, ale też i rynkowej. M.in. bardzo stary krzyż ze złota lub obity złotą blachą, monety, pierścienie. Były to najcenniejsze eksponaty ze zbiorów muzeum kapitulnego.

Wszystkie przedmioty szczegółowo sfotografował, a z miejsca ich ukrycia w podziemiach katedry sporządził odręczny szkic wraz z opisem w języku łacińskim. Po wykonaniu dokumentacji fotograficznej film wywołał i wykonał z niego odbitki.

Śledztwo UB

Na trop mitry wykonanej z korony króla Danyła polskie organa bezpieczeństwa wpadły po raz pierwszy w czasie Akcji „Wisła”. W sprawozdaniu zastępcy d-cy GO „Wisła” ds. bezpieczeństwa płk. Grzegorza Korczyńskiego z 10 czerwca 1947 r. dotyczącym m.in. postępów śledztwa w sprawie śmierci gen. Karola Świerczewskiego, znajduje się wzmianka o aresztowaniu greckokatolickiego proboszcza Kłokowic k. Przemyśla ks. Andrzeja Hozy. W trakcie jednego z przesłuchań miał on wyjawić informację

o przechowywanej w Przemyślu mitrze – koronie, zabytku historycznym z XIII wieku, o której to mitrze ma wiedzieć Biskup Kocyłowski, obecnie przebywający w Kijowie i ks. Hrab. Ks. Hrab zaprzeczył jakoby miał wiedzieć o tamtej koronie”.

Wymieniony w raporcie UB ks. Stefan Hrab, doktor nauk teologicznych, wykładowca greckokatolickiego Seminarium Duchownego w Przemyślu, przebywał w tym czasie w Krakowie. Schronił się tam w 1946 r. przed przymusową deportacją do USRR, obejmując stanowisko administratora parafii greckokatolickiej św. Norberta. Zatrzymany 12 maja 1947 r. razem z grupą kilkudziesięciu parafian – Ukraińców w „kotle” urządzonym na plebanii cerkwi przy ul. Wiślnej przez specjalną grupę operacyjną MBP i poddany brutalnym przesłuchaniom najpierw w więzieniu śledczym GO „Wisła” w Rzeszowie, a następnie MBP w Warszawie, nie podał żadnych informacji w sprawie miejsca ukrycia mitry, gdyż ich najprawdopodobniej nie znał. Wkrótce potem został wywieziony do jednego z sowieckich łagrów Norylska na Syberii, zaś jego wierni trafili za druty polskiego obozu koncentracyjnego w Jaworznie.

Ks. Stefan Grab, w więzieniu śledczym w Rzeszowie, 1947 r.

15 grudnia 1952 r. – czyli siedem lat później, w trakcie rewizji przeprowadzonej w zabudowaniach klasztoru OO. Bazylianów przy ul. Miodowej w Warszawie i trwającej tam non stop do końca grudnia, funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego znaleźli w zamurowanych skrytkach, jak to odnotowano w protokole rewizji, „sto siedemdziesiąt zdjęć i jedenaście różnych dokumentów”.

Według Igora Hałagidy, autora książki „Szpieg Watykanu”, którą przywoływałem w jednym z poprzednich odcinków mojego „kalendarium”, wśród wspomnianych dokumentów miał znajdować się

„szkic dotarcia do skrytki w podziemiach katedry w Przemyślu, gdzie ks. Deńko ukrył rozmontowaną, drogocenną tzw. koronę księcia Daniela, czyli mitrę greckokatolickich biskupów przemyskich”. [s. 88]

Istnieje zatem uprawione przypuszczenie, że wymienione w protokole rewizji zdjęcia mogły zawierać sporządzoną przez ks. Deńkę dokumentację fotograficzną mitry. Piszę „PRAWDOPODOBNIE”, gdyż ni w aktach śledczych, ni w aktach sądowych, do których dołącza się zwykle skonfiskowane przedmioty, ich fotokopie lub wykaz wraz ze szczegółowym opisem zawartości – żadnego ze wspomnianych zdjęć, spisu kosztowności ani też szkicu ich ukrycia – nie załączono!!

Śledczy powiedział mi, że i tak będę wisiał…”

Kolejnym ważnym dowodem w tej sprawie są załączone do akt śledztwa protokoły przesłuchań prowincjała zakonu OO. Bazylianów w Warszawie  ks. Pawła Puszkarskiego. Aresztowany w międzyczasie na stacji kolejowej Węgliniec k. Żagania, przesłuchiwany i torturowany non stop przez wiele dni w więzieniu śledczym MBP przy ul. Rakowieckiej, zeznał:

„Jak sobie przypominam w 1948 lub 1949 r. ks. Deńko Mikołaj przyniósł do mnie spis ukrytych złoty rzeczy, jak łańcucha złotego, pierścienia i innych ozdób, w podziemiach katedry w Przemyślu. Rzeczy te ukryte są w piwnicy katedry grecko-katolickiej. Dokładnego miejsca ukrycia tych rzeczy nie znam, ale określone ono było w spisie, o którym wyżej wspominałem. (…)”.

Nie mniej cenna dla wyjaśnienia losów korony króla Danyła jest dalsza część zeznań ks. Puszkarskiego. Wynika z niej, że obaj duchowni podjęli w międzyczasie próbę odzyskania ukrytych przedmiotów i przewiezienia ich prawdopodobnie do Warszawy w bezpieczniejsze miejsce, jakim wg nich był klasztor OO. Bazylianów przy ul. Miodowej.

„W 1950 lub 1951 r. – zeznał ks. Puszkarski – katedra ta została przejęta przez zakon OO. Karmelitów. W sierpniu 1952 r. rozmawiałem z prowincjałem OO. Karmelitów, nazwiska jego nie znam, który podał mi do wiadomości, że wejście do piwnicy pod katedrą zostało zamurowane. W związku z tym po rozmowie powyższej rozmawiałem z ks. Deńkiem na temat zamurowania dostępu do tej piwnicy w katedrze w Przemyślu, gdzie ukryte są złote rzeczy. Ks. Deńko mówił mi, że w związku z zamurowaniem wejścia do tej piwnicy nie będzie można wydostać tych kosztowności”.

16 grudnia 1952 r. – czyli dzień po wspomnianej rewizji na Miodowej, aresztowano ks. Deńkę, który po ucieczce z „kotła” zorganizowanego w maju 1947 r. przez MBP na plebanii cerkwi św. Norberta w Krakowie, ukrywał się w Pruszkowie k. Warszawy w zakładzie prowadzonym przez polskie siostry zakonne Samarytanki przy ul. Szkolnej 15. Przewieziony do więzienia śledczego przy ul. Rakowieckiej, początkowo wypierał się udziału w ukryciu mitry. Twierdził, że wprawdzie słyszał o tym od członka kapituły ks. Pinyły, jednak nic ponadto nie wie. Po wielu miesiącach brutalnego śledztwa, pod wpływem tortur stosowanych przez jednego z najbardziej okrutnych funkcjonariuszy Departamentu Śledczego MBP por. Jana Pugacewicza, przyznał się w końcu do zakopania i zamurowania mitry oraz innych kosztowności w specjalnej skrytce wykonanej w podziemiach katedry.

„Byłem tak wymęczony metodami śledztwa – zeznał pięć lat później w procesie rewizyjnym przeprowadzonym w jego sprawie 26-27 listopada 1957 r. – że było mi już wszystko jedno, dlatego przyznawałem się do wszystkiego. […] Doprowadzono mnie do stanu nieprzytomności, nie dawano mi spać, ani w nocy ani w dzień. Śledztwo odbywało się przez całe noce lub przez całe dnie bez jedzenia. Śledczy powiedział mi, że tak czy inaczej będę wisiał. Podpisywałem protokoły, ponieważ nie miałem i tak nadziei uratowania się”.

„Dobry murarz z księdza…!”

W relacji ks. Deńki spisanej przeze mnie po latach podał on jeden niezwykle istotny szczegół. Otóż po ujawnieniu informacji o przypuszczalnym miejscu ukrycia korony króla Danyła, do Przemyśla wysłano specjalną ekipę MBP, która prawdopodobnie odnalazła w podziemiach katedry mitrę, złoty krzyż oraz inne precjoza.

W trakcie naszej rozmowy ks. Deńko ściszonym głosem wyznał, że do końca życia będzie pamiętał ten moment, kiedy po jakimś czasie por. Pugacewicz wezwał go ponownie na przesłuchanie i patrząc mu w oczy z nieskrywaną ironią i pogardą – powiedział – „Dobry murarz z księdza…!”

Por. Jan Pugacewicz, syn Wiktora i Anastazji, urodził się 26.01.1926 r. we wsi Szastały w gminie Bielsk Podlaski. Za śledztwo w sprawie ks. Mikołaja Deńki otrzymał awans na kapitana UB. Był jednym z 12 najważniejszych funkcjonariuszy Departamentu Śledczego MBP oskarżonych w 1996 r. o stosowanie wyjątkowo brutalnych metod śledztwa w celu wymuszenia zeznań w głośnym procesie płk. Adama Humera.

Ks. mitrat Mikołaj Deńko po wyjściu z więzienia był wieloletnim duszpasterzem grekokatolików w Krakowie. Niezwykle skromnym i szanowanym przez ukraińską wspólnotę. Mieszkał w małym pokoiku na terenie kompleksu klasztornego przy ul. Augustiańskiej, gdzie przez wiele lat przy kościele św. Katarzyny mieściła się prowizoryczna kaplica, w której do 1998 r. modlili się miejscowi Ukraińcy wyznania greckokatolickiego.

Ich własną cerkiew wraz z budynkami plebanii znajdującą się tuż przy ul. Wiślnej, nazajutrz po aresztowaniu ks. Graba i wywiezieniu w maju 1947 r. wiernych do obozu koncentracyjnego w Jaworznie, na niemal pół wieku zajął rzymskokatolicki zakon OO. Saletynów. Mieszkające tam ukraińskie siostry zakonne wyrzucono „na bruk”, zaś zabytkowy ikonostas wykonany w 1888 r. przez prof. Tadeusza Stryjeńskiego i Władysława Rossowskiego według projektu i szkiców samego Jana Matejki – usunięto, w ramach „adaptacji” cerkwi na potrzeby obrządku łacińskiego, częściowo go niszcząc.

Nie natrafiono dotychczas na jakikolwiek ślad zachowania się korony – mitry króla Danyła ukrytej w podziemiach katedry przemyskiej, ani też któregokolwiek z zabytkowych przedmiotów wymienionych w aktach śledczych.

P.S. Kołpak mitry, do którego były przymocowane klejnoty, nie został wówczas zakopany w podziemiach katedry. Jak głosi już bardziej współczesna legenda stworzona na potrzeby duchownych i wiernych greckokatolickich, którzy pozostali w Polsce, przeżyli komunistyczne represje i po 1956 r. podjęli trud odbudowy struktur Cerkwi – po latach został użyty do odtworzenia – rekonstrukcji mitry, którą od 1967 r. do czasu powrotu do Przemyśla prawowitego biskupa greckokatolickiego, zakładano na głowę kolejnym generalnym wikarym – mitratom: ks. Bazylemu Hrynykowi i Stefanowi Dziubie. Taki symboliczny akt koronacji.

Zdjęcie współczesnej mitry biskupów przemyskich zamieszczone na okładce wspomnień ks. mitrata Stefana Dziubiny