„Licencja” na ćwiartowanie ciał więźniów

Jeden z moich ostatnich tekstów „Chowano ich pod cmentarnym ogrodzeniem, jak samobójców…” poświęciłem Ukraińcom i Polakom, więźniom obozu w Jaworznie, straconym w 1947 r. w krakowskim więzieniu Montelupich. Napisałem wówczas, że bezpośrednio po egzekucji część ciał ofiar zbrodni komunistycznych zamiast na cmentarz, trafiała do Zakładu Anatomii Opisowej Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie była przedmiotem badań i eksperymentów prowadzonych przez  profesorów i studentów medycyny.

Po wielu miesiącach, w kilku przypadkach po ponad roku, szczątki tego co pozostało ze zwłok zamordowanych więźniów, przemieszane ze sobą fragmenty poćwiartowanych ciał, kończyn i czaszek, pracownicy Uniwersytetu Jagiellońskiego pakowali do skleconych z desek drewnianych skrzynek i wywozili potajemnie na Cmentarz Rakowicki.

Tam, równie potajemnie, zakopywano je w anonimowych, zbiorowych dołach, pod parkanem cmentarnego ogrodzenia przy ul. Prandoty. Dla zatarcia śladów pochówku, urządzono w tym miejscu wysypisko cmentarnych śmieci.

Nie trzeba być cynicznym i bezdusznym, by powiedzieć, że szczątki ofiar zbrodni komunistycznych wyrzucano po prostu „na śmietnik”.

„Dla celów naukowych…”

Intuicja podpowiadała, że procedura przekazywania Uniwersytetowi Jagiellońskiemu ciał Ukraińców i Polaków skazanych na karę śmierci i zabijanych strzałem katyńskim mogła być efektem jakiegoś poufnego porozumienia zawartego pomiędzy władzami uczelni a Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, któremu podlegało wówczas więzienie Montelupich. I że lekarze akademiccy – profesorowie Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego wiedzieli, że nie są to ciała 20-letnich bezdomnych zmarłych na „udar serca”.

Pół roku zajęło poszukiwanie dokumentów w archiwach byłego Departamentu Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, Więzienia Montelupich oraz zachowanych w stanie szczątkowym akt Wydziału Więziennictwa i Obozów Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Krakowie.

Przebrnięcie przez setki tomów akt nie jest sprawą prostą. Tym bardziej, że po wybuchu pandemii dostęp do archiwów IPN został ograniczony do odwołania. Póki co odnalazłem dwa dokumenty. Kilka dni temu otrzymałem ich skany.

Instrukcja nr 001

Pierwszy to instrukcja dyrektora Departamentu Więziennictwa i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego ppłk. Dagoberta Łańcuta z 14 czerwca 1946 r. dla naczelników największych więzień komunistycznych położonych w siedmiu miastach uniwersyteckich (Kraków, Wrocław, Łódź, Warszawa, Gdańsk, Poznań i Toruń – kolejność wg oryginału), w sprawie „wydawania zwłok więźniów Zakładom Anatomii Uniwersytetów dla celów naukowych” (tytuł oryginalny – EM).

Podstawą wydania w/w instrukcji była decyzja ministra Bezpieczeństwa Publicznego z 6 maja 1946 r. Tego dokumentu jeszcze nie odnalazłem.

Dwa pierwsze punkty wspomnianej instrukcji są poświęcone zasadom wydawania ciał więźniów zmarłych śmiercią naturalną, posiadających i nie posiadających rodzin oraz „bezdomnych, zupełnie samotnych i opuszczonych”. Takie zwłoki, według MBP, mogły być wydawane „bez zastrzeżeń”.

Punkt 3. instrukcji traktuje o więźniach straconych „na skutek wyroków skazujących na karę śmierci”. Wg instrukcji zwłoki takich więźniów można było wydawać Zakładom Anatomii Opisowej Wydziałów Lekarskich Uniwersytetów dla celów naukowych jedynie „za zgodą prokuratora Sądu Orzekającego”.

Czyli w naszym konkretnym przypadku prokuratora Wojskowej Prokuratury Rejonowej (WPR) w Krakowie. Zachowane dokumenty krakowskiej WPR, jak też korespondencja naczelnika więzienia Montelupich w sprawie wydawania ciał rozstrzelanych więźniów nie potwierdzają, by wymóg ten był kiedykolwiek przestrzegany.

Ostatnie zdanie instrukcji brzmi:

„O powyższym należy zawiadomić właściwe władze Uniwersyteckie”.

Instrukcja nr 002

To, że instrukcja MBP z 14 czerwca 1946 r. została wykonana, ujawnia drugi z odnalezionych przeze mnie dokumentów – pismo  naczelnika Wydziału Więziennictwa WUBP w Krakowie chor. Jakuba Hamerschmidta z 16 stycznia 1947 r. Kopię pisma, które jest niczym innym, jak instrukcją wykonawczą tej z czerwca 1946 r., publikuje się poniżej.

IPN Kr, Centralne Więzienie Montelupich, 425/719, k. 2, Instrukcja naczelnika Wydziału Więziennictwa i Obozów WUBP w Krakowie z 16 stycznia 1947 r.

Poleca on naczelnikom więzienia Montelupich i św. Michała oraz Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie nawiązać kontakt z Zakładem Anatomii Opisowej  Uniwersytetu Jagiellońskiego w celu uzgodnienia zasad wydawania zwłok więźniów „dla celów naukowych”.

Sensacją jest uwzględnienie we wspomnianym piśmie również Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie, jako dostawcy zwłok więźniów dla Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poraża troską o logistyczne zabezpieczenie dostaw kontyngentu trupów więźniów obozu koncentracyjnego zamordowanych głodem lub zakatowanych przez obozowych strażników i kapo.

„Ponieważ Uniwersytet Jagielloński nie rozporządza środkami transportowymi, zwłoki COP w Jaworznie mogą być przywożone autem obozowym – jeśli równocześnie względy służbowe wymagają jazdy do Krakowa”.

„Profanacja” czy zbrodnia?

Odnalezione instrukcje stanowią niepodważalny dowód, że władze Uniwersytetu Jagiellońskiego, a co najmniej jego Wydziału Lekarskiego, któremu podlegał Zakład Anatomii Opisowej, doskonale się orientowały w mechanizmach przekazywania i wykorzystywania do badan naukowych zwłok więźniów więzień i obozów komunistycznych w Polsce.

Wiedziały również i o tym, że przynajmniej część zwłok, a jak ustalono to na podstawie dokumentacji Wojskowego Sądu Rejonowego i Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Krakowie, w rzeczywistości wszystkie ciała przekazane Uniwersytetowi Jagiellońskiemu w 1947 r. należały do Ukraińców i Polaków skazanych na karę śmierci i straconych z powodów politycznych, w tym również więźniów obozu koncentracyjnego w Jaworznie. Nie było wśród nich osób bezdomnych i samotnych zmarłych śmiercią naturalną.

Ale nie tylko władze Uniwersytetu Jagiellońskiego. Z instrukcji MBP z 14 czerwca 1946 r. wynika niedwuznacznie, że zwłoki więźniów więzień i obozów komunistycznych mogły być wykorzystywane również przez Wydziały Lekarskie Uniwersytetu Warszawskiego, Wrocławskiego, Gdańskiego, Szczecińskiego, Adama Mickiewicza w Poznaniu i Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Instrukcja MBP był prawdopodobnie próbą zalegalizowania i uporządkowania funkcjonującego dotychczas nielegalnie lub też nieformalnie procederu przekazywania zwłok wydziałom lekarskim do badań i przeciwdziałania towarzyszącym temu nadużyciom.

Nielegalnego, z punktu widzenia komunistycznych organów bezpieczeństwa, jako „właściciela” zwłok. Czyli kata.


Według dokumentacji zgromadzonej przez Centralny Zarząd Zakładów Karnych Ministerstwa Sprawiedliwości, w latach 1944–1956 skazano w Polsce na karę śmierci i stracono 2 810 obywateli polskich. Dane te uważa się za niepełne.

Zdaniem części polskich historyków, w tym prof. Krzysztofa Szwagrzyka, liczba wyroków śmierci wydanych przez sądy stalinowskie w Polsce może sięgać nawet 5 600.

W latach 1944-1949 w polskich komunistycznych obozach koncentracyjnych śmierć poniosło (zostało zamordowanych lub zmarło w wyniku chorób) co najmniej 50 tys. osób, głównie Niemców, Ślązaków i Ukraińców.

Cały ten proceder nazwałem wówczas profanacją. Dziś jestem skłonny pójść dalej. W mojej ocenie są wszelkie podstawy ku temu, by ćwiartowanie ciał osób skazanych przez sądy stalinowskie i zamordowanych z powodów politycznych czy narodowościowych, a następnie preparowanie ich narządów bez zgody rodzin, na mocy tajnych uzgodnień komunistycznych organów bezpieczeństwa z władzami najstarszej polskiej uczelni – Uniwersytetu Jagiellońskiego – uznać za czyny noszący wszelkie znamiona zbrodni komunistycznej i zbrodni przeciwko ludzkości.

Napisałem wtedy, że dla władz Uniwersytetu Jagiellońskiego to temat wstydliwy. A po tajemniczym pożarze, który strawił ponoć całą dokumentację archiwum Zakładu Anatomii Opisowej UJ, sprawę uznano za zamiecioną pod dywan.

Podobnie, jak w przypadku pionu śledczego IPN, który nie kwapi się wszcząć postępowania w tej sprawie, czy chociażby czynności sprawdzających. Taki obowiązek nakłada m.in. art. 307 Kodeksu postępowania karnego. Czynności te są obligatoryjne, jeśli zawiadomienie o przestępstwie jest anonimowe. Moje niestety nie jest.

1 komenarz

  1. Stanik z Rybnika 18 maja 2020 w 16:40- Odpowiedz

    To nie nic zdrorznego przecirz w Oświęcimiu też tak robili .Nauka nie poszła w las , jak Niemcy mogli to dlaczego my nie możemy, powieszony czy rostrzelany tak czytak nic nie powie.Tylko Polska Historia mowi coś innego same Klamstwa, żeby się lud nie dowiedzał , przeciez to naród wybrany przez Boga jest tylko ofiarom .

Zostaw komentarz