„Krwawa niedziela”, która była

W całej Polsce trwają właśnie uroczyste obchody 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Przy tej okazji, właściwie po raz pierwszy z takim rozmachem, przypomniano sobie o ofiarach tzw. „rzezi Woli”.

W ciągu trzech dni Powstania Warszawskiego (5-7 sierpnia 1944 r.) na Woli (dzielnica Warszawy) hitlerowcy wymordowali w masowych, zbiorowych egzekucjach od 30 tys. do 65 tys. mężczyzn, kobiet, dzieci. W sąsiadującej z Wolą dzielnicy Ochota, w tych samych dniach Niemcy i ich rosyjscy sojusznicy z brygady SS „Russkoj Oswoboditelnoj Narodnoj Armii” (RONA), dowodzeni przez polskiego renegata SS-Brigadeführer Bronisława Kamińskiego, zamordowali 10 tys. polskich kobiet i dzieci.

„Ukrywających się w piwnicach cywilów zabijano przy użyciu granatów. Dochodziło także do zakłuwania bezbronnych bagnetami, zakopywania rannych żywcem, roztrzaskiwania głów niemowlętom, czy wrzucania małych dzieci wraz z matkami do płonących budynków. […] Prowadzeni na stracenie ludzie byli zmuszani do wspinania się na stos ciał osób zamordowanych przed nimi. Świadkowie wspominali, że w takich miejscach zwały trupów sięgały niekiedy ok. 25-35 metrów długości, 15-20 metrów szerokości i 2 metrów wysokości”. http://www.idziemy.pl/spoleczenstwo/rzez-woli-najwieksza-jednorazowa-masakra-ludnosci-cywilnej-w-europie-/60720.

Razem, w zależności od źródła danych, to co najmniej 40 – 70 tys. osób ludności cywilnej zamordowanych przez niemieckie oddziały wojskowe i ich rosyjskich kolaborantów w trzy dni!

To dwa razy więcej niż liczba Polaków zamordowanych na Wołyniu przez podziemie ukraińskie w 3 lata.

„Krwawa niedziela”, której nie było

Apogeum mordów na ludności cywilnej Warszawy miało miejsce w niedzielę 6 sierpnia 1944 r. Przez pewien czas w literaturze funkcjonował na określenie tej zbrodni termin „Krwawa niedziela” na Woli. Po zawłaszczeniu przez środowiska kresowe „Krwawej niedzieli” dla Wołynia, zastąpiono go terminem „Czarna sobota”.

Rok temu opublikowałem na FB mój tekst „Krwawa niedziela”, której nie było. Chodzi o dzień 11 lipca 1943 r., który w polskich środkach masowego przekazu, w literaturze, w publikacjach środowisk kresowych, wydawnictwach IPN i podręcznikach szkolnych, a ostatnio również na banerach przydrożnych i mobilnych wożonych po całym kraju – podniesiono nie tylko do rangi symbolu martyrologii narodu polskiego, co przede wszystkim jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli „ukraińskiego ludobójstwa” na Polakach.

Wymyślony i ukuty przez środowiska kresowe, został bezkrytycznie przejęty przez część polskich historyków a następnie z dużym zaangażowaniem instytucji i pieniędzy państwowych wprowadzony do obiegu publicznego. Dziś jest jednym z najważniejszych elementów polskiej polityki historycznej i stosunków polsko-ukraińskich.

Na podstawie ogólnie dostępnych materiałów pokazałem, że to jeden z wielu mitów funkcjonujących wokół tzw. „rzezi wołyńskiej”. O kolejnych jego elementach pisałem w „Mit 100 tysięcy…”, cz. 1-3.

Tekst o „Krwawej niedzieli, której nie było” zakończyłem rozdziałem zatytułowanym „Krwawa niedziela”, która była. Przypomniałem zapomnianą całkowicie rzeź mieszkańców Woli, jej skalę, rozmiar okrucieństwa. To porównanie bardzo się nie spodobało części czytelników. Nie tylko tym, którzy uważają Powstanie Warszawskie za sukces polskiego oręża i symbol bohaterstwa w walce o niepodległość – z niemiecką okupacją i sowieckim zniewoleniem.

75 rocznica „rzezi Woli” jest okazją do refleksji chociażby nad tym, dlaczego nie mniej licznym ofiarom tej nie mniej okrutnej zbrodni nie wznosi się w miastach i miasteczkach Polski pomników i tablic upamiętniających ich męczeńską śmierć, na wzór tych setek, a może już tysięcy poświęconych ofiarom „rzezi wołyńskiej” i „ukraińskiego ludobójstwa”?

Jedyny pomnik „Ofiar Rzezi Woli” wzniesiono ze społecznych składek i odsłonięto w 2004 r. przy rozwidleniu ulic Leszno i al. „Solidarności”. W porównaniu do „wołyńskich” upamiętnień to raczej uboga miniaturka.

Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Ofiar_Rzezi_Woli#/media/Plik:Pomnik_Ofiar_Rzezi_Woli_2015.JPG

Albo na tym, dlaczego polski Sejm nie przyjął dotychczas uchwały ustanawiającej dzień 6 sierpnia „Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez niemieckich nazistów na mieszkańcach Woli”. Dlaczego nie podniósł tego dnia do rangi ogólnopolskiego święta obchodzonego corocznie, upamiętniającego 60 tys. ofiar „rzezi Woli”, zamordowanych podczas Powstania Warszawskiego na wzór „Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej” ustanowione na mocy uchwały Sejmu z dnia 22 lipca 2016 r. i obchodzonego corocznie 11 lipca?

P.S. Przez 70 lat nie ukazała się żadna naukowa monografia poświęcona rzezi Woli. Pierwsza syntetyczna próba opisu tej zbrodni pióra Piotra Gursztyna, zatytułowana Rzeź Woli. Zbrodnia nierozliczona, została wydana w październiku 2014 r.

„Nasz Dziennik”, który przoduje od lat w oskarżaniu Ukraińców o zbrodnie ludobójstwa popełnione na Polakach na Wołyniu i w Galicji, przypomniał sobie w końcu o wymordowaniu w trzy dni 60 tys. mieszkańców warszawskiej Woli. Jednak lektura tego tekstu może w czytelniku rodzić refleksje, że nie chodzi tu li tylko o pamięć dla ofiar „rzezi Woli”, co raczej o uzasadnienie wysuwanych przez obecny polski rząd wobec Niemiec żądań wypłacenia odszkodowania za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę.

2 komentarze

  1. […] z takim rozmachem, przypomniano sobie o ofiarach tzw. „rzezi Woli”. Informuje o tym Upmp.news powołując się na […]

  2. Handziak 11 sierpnia 2019 at 11:39 - Reply

    Tylko, że Niemcy do wszystkich swoich zbrodni się przyznają i biorą za nie odpowiedzialność. Nikt ich nie neguje poza grupką neonazistowskich radykałów. Przedstawiciele państwa niemieckiego wielokrotnie brali udział w obchodach rocznicy powstania warszawskiego, wyzwolenia Auschwitz-Birkenau czy powstania w getcie warszawskim.

Zostaw komentarz